czwartek, 28 czerwca 2012

Step by step: Electric blue

Dziś obiecany step by step z wykorzystaniem szarości - dodałam do tego trochę mięty i niebieskiego, wyszło ciekawe połączenie. Jesteście zainteresowane? To zapraszam!





1. Na początek przygotowuję oko - nakładam bazę, przyciemniam brwi brązem. Następnie nakładam jasnoszary cień na ruchomą powiekę, zostawiając jedynie wewnętrzny kącik.



2. Następnie nakładam miętowy cień w wewnętrznym kąciku.



3. W zewnętrzny kącik dodaję ciemniejszej szarości oraz trochę czarnego, aby optycznie uwydatnić oczy. Szarym cieniem podkreślam również dolną powiekę.



4. Za pomocą cienia na mokro rysuję niebieską kreskę zakończoną jaskółką. Dolną linię wodną podkreślam czarną kredką.



5. Tuszuję rzęsy i gotowe (możecie również użyć sztucznych)!



Mam nadzieję, że moja propozycja przypadła Wam do gustu :)
Nie pisałam jakich kosmetyków używałam, więc jeśli chcecie, pytajcie w komentarzach.


peace&love,
Rebellious lady

środa, 27 czerwca 2012

Szaraczek

W ramach współpracy z firmą KKCenterHK mogłam wybrać sobie kosmetyk do testowania. Padło na szary cień do powiek, gdyż takiego odcienia mi brakowało. 



Cień jest zapakowany w bardzo porządne, plastikowe opakowanie z zatrzaskiem. Według naklejki da odwrocie jest to nr 3 ze wszystkich dostępnych. Jego ważność kończy się w czerwcu 2015 roku. Opakowanie zawiera 4,2 g produktu, więc jest dość spore. 



Co do samego cienia, to troszkę się zawiodłam. Dlaczego? Ma śliczny odcień jasnej szarości, ale niestety jest dość kredowy w konsystencji i traci na pigmentacji przy użyciu pędzelka... Trwałość jest dość dobra, standardowa wśród cieni.
Co zabawne, produkt został opisany jako flashing, co w wolnym tłumaczeniu rozumiem jako błyszczący, tymczasem jest on zupełnie matowy...

Swatche na ręku: lewa - cień solo, prawa - nałożony na bazę.



A tutaj cień w akcji - makijaż z niebieskim akcentem, który niedługo pojawi się w wersji step by step:



Cieszę się, że mogłam przetestować ten produkt, ale raczej nie skuszę się na inne cienie tej firmy. Kolor jest całkiem przyjemny, ale niestety konsystencja kredy zupełnie mi nie pasuje. Jeśli jednak jesteście zainteresowane, odsyłam Was do strony http://kkcenterhk.com/, gdzie znajdziecie nie tylko kosmetyki kolorowe, ale także naklejki i ozdoby do paznokci.


peace&love,
Rebellious lady

sobota, 23 czerwca 2012

Owocowa świeżość

Ostatnio mamy świetną okazję zjadać się owocami sezonowymi, jednak smakołyki czekają na nas nie tylko w sklepach spożywczych. Firma Essence wypuściła właśnie jedną z dwóch najnowszych edycji limitowanych inspirowaną owocową świeżością - dlatego właśnie nosi ona nazwę Fruity

Przyznam szczerze, że ostatnio przestałam śledzić limitowanki Essence, więc gdy weszłam do Natury i zobaczyłam te cudeńka, byłam pozytywnie zaskoczona. W skład edycji wchodzą lakiery do paznokci, cienie do powiek w postaci musu, dwa koloryzujące balsamy do ust, różnego rodzaju top coaty, róż do policzków w żelu i naklejki na paznokcie.

Jedyne, co mnie zawiodło to odcienie musów do powiek - choć i tak nie byłam nimi zainteresowana, to żałuję, że nie były bardziej soczyste i intensywne. Ale kto co lubi.

Ostatecznie zdecydowałam się na dwa produkty - koloryzujący balsam do ust oraz naklejki do paznokci.



Naklejki to coś w stylu pociętych lasek fimo z owocowymi wzorami. Wiem, że wiele z Was mnie potępi, bo przecież na eBay'u można kupić taniej i więcej. Ale po pierwsze wątpię, żebym kiedykolwiek zużyła całą laskę, a po drugie mam tu wiele wzorów na raz. Poza tym nie lubię zakupów przez internet.

Za taki zestawik zapłaciłam coś około 10 zł (nie jestem pewna ile, bo podziałam gdzieś paragon). Możecie się spodziewać jakiś zdobień z owocami w niedługim czasie :)



Drugim produktem, który kupiłam, jest koloryzujący balsam do ust w odcieniu 02 Verry Cherry. Pachnie cudownie, wygląda genialnie! Idealnie wpisuje się w letnie trendy, dlatego już wiem, że będzie on często gościł na moich ustach w tegoroczne wakacje. W dodatku, jak to na balsam przystało, nawilża usta. Czego chcieć więcej? Kosztował ok. 8 zł.



A tak prezentuje się na ustach:




PS Na stronie essence.eu podana jest informacja, że edycja ta miała wejść w kwietniu... Hmmm... 


peace&love,
Rebellious lady



sobota, 9 czerwca 2012

Kobieta o piłce nożnej, czyli parę słów o Euro

Najlepiej zacznę od tego, że zagorzałą fanką piłki nożnej nigdy nie byłam, nie jestem i wątpię, żebym kiedykolwiek była, choć gra ta towarzyszy mi od najmłodszych lat. Wychowałam się na osiedlu z samymi chłopakami (nie licząc jednej dziewczynki, która od czasu do czasu odwiedzała zamieszkałych na nim dziadków), tak więc robiłam wszystko to, co oni. Przechodziłam przez płoty, wdrapywałam się na drzewa i robiłam fikołki na trzepaku, ale i grałam z nimi w nogę. Co więcej, miałam zaszczytny podwórkowy przywilej wybierania, gdyż grałam bardzo dobrze.

Późniejsze wspomnienia dotyczące piłki nożnej to oglądanie meczów z moim tatą. Wtedy nie ważne było kto gra i komu kibicujemy, ale sam fakt ich oglądania sprawiał, że chciałam siedzieć koło taty z paczką paluszków i wpatrywać się w telewizor. Choć nie miałam najmniejszego pojęcia o co w tym wszystkim chodzi.

A teraz Euro. Mistrzostwa Europy tu, u nas, w Polsce. Kiedy się o tym dowiedziałam, na początku bardzo się ucieszyłam. Przecież to wspaniała okazja i niezwykły przywilej! A później zaczęło do mnie docierać, jak wiele brakuje nam, aby godnie i bezproblemowo to wszystko przeprowadzić. Obudził się we mnie słynny polski pesymizm. A tu nie zdążymy skończyć dróg, a tu opóźnienia przy budowie stadionu, i tak dalej, i tak dalej...

Na domiar złego doszło milion reklam promujących sponsorów Euro. Jeszcze parę miesięcy przed meczem otwarcia potrafiłam z pamięci wymienić 15 firm sponsorujących... Do tego supermarkety oszalały - kiełbasa kibica, bułka w kształcie piłki, tosty mistrza, ser GOLda, nawet śpioszki dla bobasa z logo mistrzostw... Ale cóż się dziwić, każdy na tym chciał zarobić.

Ten pesymistyczny stan utrzymywał się do wczorajszego wieczoru. Bo kiedy zobaczyłam strefy kibica wypełnione po brzegi radosnymi ludźmi i  szalejący stadion w biało-czerwonych barwach, zdałam sobie sprawę, że nie chodzi o niedokończone autostrady czy nawet o wynik meczu. Duch wspólnego kibicowania połączył choć na chwilę tak ogromną ilość ludzi, że sam ten fakt powodował niezwykłą radość.

Nie mogę powiedzieć, że dałam się w to w 100% wkręcić, ale z chęcią oglądałam mecz otwarcia i przeżywałam czerwoną kartkę dla Szczęsnego, piękną obronę Tytonia czy gol Lewandowskiego. Jak dla mnie nie muszą wygrywać Euro, ale jeśli wyją w grupy, będzie to według mnie już ogromna wygrana.

Jestem ciekawa waszych opinii o Euro, piszcie w komentarzach, co o tym wszystkim sądzicie :)

PS Wiem, że to wymysł kobiecej logiki, ale moim zdaniem powinno być rozdzielenie na faule niechcący i faule specjalnie, bo to co wyprawiali niektórzy grecy przyprawiało mnie o zawał serca.

                                                                     Biało-czerwone buziaki!


peace&love,
Rebellious lady

piątek, 8 czerwca 2012

Trochę nowości

Tak, żyję. Niestety nie mam się zbyt dobrze, dlatego ta przerwa w blogowaniu. Jest jednak coraz lepiej, więc takich dziur w nowych postach nie powinno już być w najbliższym czasie. Ale są plusy tej przerwy - mam mnóstwo pomysłów, które niedługo zrealizuję.

Na początek coś luźnego, czyli moje ostatnie zakupy, które okazały się niezwykle owocne. Poszukiwałam wielofunkcyjnej kopertówki i portfela, zegarek był prezentem od mojej mamy na Dzień Dziecka. Bo przecież dla mamy zawsze jesteśmy dziećmi.





Kopertówka: New Look, 120 zł
Portfel: New Look, 40 zł
Zegarek: Parfois, 110 zł


PS Właśnie oglądam mecz otwarcia, ale moje przemyślenia na temat Euro jutro.


peace&love,
Rebellious lady