Choć jak już wspominałam, nie przepadam za wampirami (przez Zmierzch i Pamiętniki Wampirów stały się przereklamowane), to ta edycja wydawała mi się niezwykle trafiona i przygotowywałam się na duże wydatki ;) Jednak po tym, jak kleopatre napisała na swoim blogu, że cienie nie są mocno napigmentowane, a barwniki do ust wysuszają i podkreślają suche skórki, nie byłam już nimi zainteresowana. Rozświetlacz był całkiem ciekawy, ale musiałam obejść się smakiem - przecież nie zużyłam jeszcze tego z Blossoms Ect. ! Lakiery do paznokci kusiły, ale staram się je ograniczać, poza tym wolę mniejsze pojemności. A co do pudru do rzęs - jakoś wieje mi to tandetą i nie wierzę, że będzie robił cuda. Takim oto sposobem w koszyczku wylądował tylko róż :)
W plastikowym opakowaniu z pompką znajduje się 13 ml żelu, który jest ważny 12 miesięcy. Zapłaciłam za niego 10,99 zł. Dostępny jest tylko w jednym odcieniu 01 Bloody Marry.
Może Was zdziwić, po co ktoś produkuje tak mocno czerwony róż do policzków. Jednak wygląda tak tylko w opakowaniu, na skórze jest zdecydowanie delikatniejszy, dla niektórych być może nawet za delikatny.
Choć kolor nie jest bardzo intensywny, można go z powodzeniem stopniować. Pigment pięknie "wchłania się" w skórę, co ma swoje plusy i minusy. Jest trwały i nie odznacza się na policzkach, ale trzeba szybko z nim pracować, ponieważ błyskawicznie stapia się ze skórą. Poza tym wchłania się też w skórę na palcu, co skutkuje różowym opuszkiem... Można umyć ręce przy pomocy szczoteczki do paznokci i problem z głowy :)
Na początku wydawał mi się bardzo wodnisty, ponieważ przyzwyczaiłam się do różu z Inglota (recenzja TU), który jest substancją stałą. Jeszcze nie wiem co mam o nim sądzić, za jakiś czas napiszę Wam jak się sprawdza.
A tak wygląda na policzku (przepraszam za wygląd, ale łzawiło mi oko).
Co przyszło mi do głowy podczas macania barwników do ust, to pomysł żeby nałożyć róż na usta. Otrzymałam bardzo ładny, naturalny efekt lekko zaczerwienionych ust. Posiadaczkom różu polecam spróbować i sprawdzić na swoich ustach :)
Jak na razie uważam, że Krwawa Mary ma szansę na pochlebną opinię, ale to tylko wstępne przemyślenia. Zobaczymy, co powiem za miesiąc.
A Wy - które kosmetyki z tej edycji polecacie? A jeśli macie, to co sądzicie o tym różu?
peace&love,
Rebellious lady
