Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stila. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stila. Pokaż wszystkie posty

piątek, 18 listopada 2011

Buntowniczka radzi początkującym cz. 2

Przepraszam, że musiałyście czekać tak długo, ale zazwyczaj gdy wracam do domu jest już zupełnie ciemno. W każdej wolnej chwili staram się dla Was pstrykać zdjęcia na zapas :)

Dziś zbliżenie na oczy. Co moim zdaniem jest potrzebne w kosmetyczce dziewczyny stawiającej pierwsze kroki w temacie makijażu?


Baza pod cienie to temat sporny. Wiele kobiet niezaglądających na kosmetyczne blogi często nie wie nawet o istnieniu takiego produktu. Mimo że baza zdobywa coraz większą popularność, nadal ma swoich przeciwników. Moim zdaniem warto zaopatrzyć się w taki kosmetyk, ponieważ ujednolica on koloryt powieki i przedłuża żywotność cieni. Bardzo znana jest baza z Artdeco, jednak dla mnie jest za droga jak na tego typu produkt. Można znaleźć wiele tańszych odpowiedników, w dodatku równie dobrych.

Moje propozycje:
- Hean Stay On Eyeshadow Base (ok. 10 zł)
- Essence I <3 Stage Eyeshadow Base (ok. 12 zł)





Uważam, że każda kobieta powinna mieć w swojej kosmetyczce eyeliner. Kocie oko nadaje nam uwodzicielskie spojrzenie i zawsze wyglądamy olśniewająco. Ostatnio bardzo modne są eyelinery w słoiczku - sama mam 3 i bardzo je lubię. Jednak zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy umieją posługiwać się tego typu produktem, więc proponuję eyeliner w pędzelku. Bardzo wygodny i prosty w użyciu.

Moje propozycje:
- Bell Liquid Eyeliner (ok. 15 zł)
- Essence Gel Eyeliner (ok. 15 zł)





Sądzę, że czarna kredka również jest podstawą kosmetyczki. Możemy nią zrobić przydymioną kreskę na powiece, dodaje głębi oku na linii wodnej. Blondynkom, dla których czerń jest zbyt mocna, polecam brąz. Aby optycznie powiększyć oko polecam białą lub kremową kredkę na linię wodną. Optycznie otwiera oko i nadaje mu świeżości.

Moje propozycje:
- Avon SuperShock Gel Eyeliner (ok. 13 zł)
- Stila Kajal Eye Liner w odcieniu Topaz (kupiona w zestawie w TK MAXX)





O tuszu do rzęs właściwie mogłabym nie wspominać, bo chyba żadna kobieta nie wyobraża sobie makijażu bez tego produktu. Dodam tylko, że jeśli używacie zalotki, to tusz wodoodporny podtrzyma Wam ten efekt. 

Moje propozycje:
- Colossal Volum' Express - recenzja TU (ok. 25 zł)
- Essense Maximum Definition (ok. 10 zł)





Kolor i firma cieni zależy tylko od Waszych upodobań. Z mojej strony polecam Wam Inglota i paletki magnetyczne - są funkcjonalne i zajmują mało miejsca. Jednak nie widzę sensu w kupowaniu bardzo drogich cieni. Uważam, że każdy odcień ma swój tańszy odpowiednik, trzeba tylko dobrze poszukać ;)
Podstawowymi trzema odcieniami, które uważam za niezbędniki to matowa czerń, brąz i kość słoniowa. Za pomocą tych cieni możemy stworzyć zarówno makijaż dzienny jak i wieczorowy. Poza tym ten sam odcień brązu może służyć do załamania powieki i podkreślenia brwi. Czarnym matem możemy narysować cienką kreskę przy linii rzęs, aby optycznie je zagęścić. Od dziennego makijażu w stylu nude do imprezowego smokey eye. A to tylko trzy cienie!

Moje propozycje:
- Stila Eyeshadow w odcieniu Makalu
- Inglot 353
- Inglot 363
(wszystkie cienie są matowe, posypał mi się na nie srebrny pyłek)





Ostatnią, aczkolwiek nieobowiązkową rzeczą jest żel do brwi. Jeśli są nieokiełznane, to bardzo Wam się przyda. Ten był przezroczysty, ale używałam go z brązowym cieniem, dlatego zmienił kolor.

Moja propozycja:
- Miss Sporty Just Clear Mascara (ok. 12 zł)





A jakie są Wasze propozycje dla początkujących? Podzielcie się w komentarzach! :)
Proszę Was również o napisanie tematu notki, którą chciałybyście zobaczyć na moim blogu. Może macie problem z narysowaniem kreski lub innym tego typu kosmetycznym zagadnieniem? Będzie to dla mnie wskazówka jakie tematy poruszyć w kolejnych postach :)

peace&love,
Rebellious lady

piątek, 28 października 2011

Buntowniczka radzi początkującym cz.1

Zgodnie z obietnicą opiszę w częściach podstawowe kosmetyki, które są podstawą makijażu i pierwszymi produktami, w które powinna się zaopatrzyć każda dziewczyna stawiająca pierwsze kroki w temacie makijażu.

Dziś pierwsza część, czyli twarz.

Pierwszą rzeczą jest podkład lub krem tonujący. Jeśli masz gładką i piękną cerę pozbawioną wyprysków, nie ma co jej obciążać takimi produktami, wystarczy puder. Krem tonujący świetnie sprawdzi się u dziewczyn, które mają lekko zaczerwienioną cerę, np. na policzkach czy w okolicach nosa. Niestety powyżej wymienione przypadki zdarzają się rzadko, większość z nas ma problemy z popękanymi naczynkami lub wypryskami. Wtedy ratuje nas podkład, niekoniecznie mocno kryjący. Krycie powinnyśmy wybrać tylko i wyłącznie na podstawie naszych potrzeb, a nie dlatego, że poleciła nam go przyjaciółka. Owszem, to dobrze, że chce nam pomóc, ale być może ona ma inną cerę i potrzeby. Warto o tym pomyśleć.
Jednym z podstawowych błędów makijażowych jest źle dobrany odcień podkładu. Jak temu zapobiec? Po pierwsze - nie bójcie się zapytać o próbkę. Są darmowe i można je dostać w prawie każdej drogerii. Jeśli decydujecie się na droższy podkład, Pani w Sephorze czy Douglasie na Wasze życzenie zrobi próbkę do słoiczka. Natomiast tańsze podkłady zazwyczaj mają testery. Ważne, żeby kolor sprawdzać na żuchwie, a nie na ręku, ponieważ kolor skóry może być inny.
Jeśli kupujesz podkład po raz pierwszy, nie decyduj się od razu na bardzo drogi kosmetyk. Sprawdź, jaka konsystencja Ci odpowiada, jakie krycie jest Ci potrzebne itp. Kupując ekskluzywny podkład, który okaże się dla Ciebie niewypałem sprawi większy zawód niż ten z tańszej marki.

Moje propozycje:
- Pharmaceris F Delikatny fluid intensywnie kryjący - recenzja TU (ok. 37 zł)
- Stila Sheer color (krem tonujący) - recenzja TU (kupiony w zestawie w TK MAXX)




Drugim ważnym elementem kobiecej kosmetyczki jest puder. Zazwyczaj prasowany (w kamieniu), czasami sypki. Wybór zależy tylko od Ciebie, w zależności od preferencji. Jeśli chcesz zaoszczędzić na kupowaniu nowego pudru co sezon (latem jesteśmy bardziej opalone, zimą bledniemy), możesz się zaopatrzyć w puder transparentny, czyli taki, który po nałożeniu dostosowuje się do kolorytu cery. 

Moje propozycje:
- Catrice Skin finish (ok. 15 zł)
- Synergen Puder w kompakcie (ok. 7 zł)




Jeśli chodzi o korektor, to nie jest to obowiązkowy element kosmetyczki. Szczerze mówiąc, sama bardzo rzadko używam tego typu kosmetyków, ponieważ wystarcza mi podkład. Zdaję sobie sprawę, że wiele dziewczyn ma problem z podkrążonymi oczami czy trądzikiem, a wtedy bez korektora ani rusz. Pamiętajmy jednak, że produkt ten w nadmiernych ilościach działa dokładnie odwrotnie - zamiast zakrywać, przyciąga uwagę.
Na rynku jest mnóstwo różnych korektorów. Możemy wybierać nie tylko między tymi w pędzelku, sztyfcie czy słoiczku itp., ale także między różnymi odcieniami. Żółty niweluje fiolet (np. podkrążone oczy), a zielony zaczerwienione miejsca (np. policzki). Od wyboru do koloru.

Moje propozycje:
- Miss Sporty So Clear Coverstic (ok. 10 zł)
- Essence Stay Natural Concealer (ok. 10 zł)




Ostatnim kosmetykiem do twarzy jest bronzer/róż. Wiem, że dla początkujących to wielkie wyzwanie nałożyć jeden z tych produktów tak, aby nie zrobić sobie plam, nałożyć go równo i niezbyt intensywnie. Nie martwcie się, też miałam taki problem. Rozwiązanie jest jedno - ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć. Nie polecam od razu nakładać kombinację róż + bronzer, bo możecie uzyskać z tego wspaniały makijaż na Halloween :) 
Radzę wybrać jedną opcję i próbować, gdzie najlepiej wygląda - kości policzkowe czy pod nimi. Nie nakładajcie różu na "jabłuszka" policzków! Dlaczego? Zróbcie mini test. Uśmiechnijcie się i połóżcie palec właśnie na "jabłuszku". A teraz opuście kąciki ust. Palec jest teraz znacznie niżej, prawda? Nałożony tam róż może dać komiczny efekt.
Co do bronzera - w zależności od kształtu twarzy możecie ją wyszczuplić, wydłużyć lub skrócić. Dobrze wykonturowana twarz jest sprzymierzeńcem kobiety :)

Moje propozycje:
- Essence Bronzing compact powder - rezencja TU (ok. 13 zł)
- Inglot Róż w kremie - recenzja TU (ok. 24 zł)



Ciąg dalszy nastąpi... :)

peace&love,
Rebellious lady

piątek, 24 czerwca 2011

Coś lekkiego na lato

Zaczęły się wakacje, więc czas na zmiany. Podkład używany zimą może być za ciężki latem, dlatego warto rozejrzeć się za czymś lżejszym. Chyba, że nasza cera jest bezproblemowa - wtedy wystarczy tylko krem z filtrem.
Jednak ja nie należę do grona tych szczęściar - mam cerę naczynkową ze skłonnością do wyprysków. Poza tym problemem jest dla mnie strefa T, szczególnie latem przy temperaturach 25-35 stopni. 

Niedawno pisałam Wam, że w TK Maxx kupiłam zestaw: kredka + cień + krem tonujący. Najbardziej zależało mi na kredce, do reszty nie przywiązywałam szczególnej wagi. Gdy otworzyłam opakowanie, okazało się, że krem był zdecydowanie za ciemny. Tak więc leżakował sobie do lata, czekając na swoją kolej. Czas przedstawić Stila Tinted Moisturizer.



Czas na podstawowe informacje:
- Pojemność: 50 ml
- Ważność: 24 miesiące
- Zawiera SPF 15
- Dostępny w jednym kolorze



Kosmetyk zapakowany jest w dość sztywną tubkę, ale na razie nie miałam problemów z wyciskaniem produktu. Możemy dozować ilość, ponieważ zakończona jest "dzióbkiem", z którego nie wycieka ani kropla. Dopiero po naciśnięciu tuby krem ujrzy światło dzienne :) 


Uważam, że jest estetyczne i nawet ładne. Ale przecież nie opakowanie jest najważniejsze, więc przejdźmy do sedna.
Krem do dziś jest dla mnie w pewnym stopniu zagadką. Dlaczego? Bo przechodzi "etapy" podczas jego nakładania. Jak to działa? Już wyjaśniam.

Etap 1, czyli nakładamy na twarz (w tym wypadku moja ręka :P)



Etap 2, czyli rozcieranie



Etap 3, czyli właśnie ta magiczna chwila... gdy krem robi się biały (?)


No i etap 4, w którym krem jest ciemniejszy niż na początku...


Pokazuję Wam tą "przemianę", bo jest z nią związana śmieszna historia. Wcześniej używałam tylko podkładów, więc jest to pierwszy kosmetyk tego typu. Podczas pierwszej aplikacji przeżyłam szok. Nałożyłam krem, który według mnie był za ciemny, a wyglądałam jak trup. Natomiast po 10 minutach wyglądałam już jakbym przesadziła z solarium... Jednak teraz, gdy się opaliłam jest wszystko w porządku. Ale krem ciemnieje i warto o tym pamiętać.
Krycie nie jest duże, ale wyrównuje koloryt. Resztę należy zakamuflować korektorem. 
Kosmetyk jest płynny, dobrze rozprowadza się palcami. Ma specyficzny zapach, który utrzymuje się jakieś 15 minut po nałożeniu. Później znika.

Trwałość całkiem przyzwoita, około 6 godzin. Jest lekki, więc nie obciąża cery. Nie wiem, jak mam oceniać wydajność, ponieważ nie widać, ile kosmetyku zużyłam.

Czy polecam? Sama nie wiem, mam mieszane uczucia. Nie zrobił na mnie wrażenia, trochę zraził ciemnieniem. Na pewno zużyję go w te wakacje, ale na 100% nie kupię ponownie.

Jeśli miałyście do czynienia z tym produktem, to napiszcie - jestem ciekawa waszych opinii!

peace&love,
Rebellious lady

poniedziałek, 13 czerwca 2011

Kolorowe kredki w pudełeczku noszę :)

Na co dzień nie używam kredek, jak już to sporadycznie. Po prostu uważam, że dzienny look powinien podkreślać nasze atuty i maskować niedoskonałości. Ale jeśli chodzi o makijaż wieczorowy, to lubię poszaleć (ale z umiarem, oczywiście). Gdy podkreślam oczy, najczęściej robię to eyelinerem. Chyba, że zależy mi na grubej kresce lub zaznaczonej linii wodnej - wtedy sięgam po kredkę. Moim numerem jeden jest Avon Super Shock w kolorze black. Miękka, nie drażni i nie wywołuje czerwonych spojówek. Trzyma się cały dzień na powiece, natomiast na linii wodnej jakieś 5 godzin. Można ją rozetrzeć, lecz trzeba się pospieszyć, bo po chwili zasycha i jest nie do zdarcia ;) Cieszy mnie to, że dostajemy świetny produkt za niewielką cenę (ok. 13 zł, w zależności od katalogu). Wiele dziewczyn porównuje ją do kredek Make Up For Ever, ale te są znacznie droższe. Łatwo się temperuje, nie mam z tym żadnych problemów. Jeszcze mnie nie zawiodła.

Drugą kredką (i ostatnią) jaką posiadam w swojej "kolekcji" jest Stila Kajal Eye Liner w osławionym już odcieniu Topaz. Kupiłam ją w zestawie w TK Maxx (cień + kredka + krem tonujący = ok. 45 zł). I szczerze mówiąc, trochę się zawiodłam. Nie wiem jak to się dzieje, ale kredka znika z linii wodnej dosłownie w oka mgnieniu :) Po 15 minutach ani śladu. A jeśli nałożę jej trochę za dużo, to zdarza się jej zebrać przy dolnych rzęsach... Ale nie jest tak źle, ponieważ daje radę jako baza pod cienie. Mimo wszystko nie żałuję, bo chociaż sesję zdjęciową wytrzymuje :)



I swatche na ręku:

(nie chciało złapać ostrości)

Polecam wypróbować te kredki, zwłaszcza tą czarną (jest dostępna również w innych kolorach). A Wy jakie polecacie?

PS Moi przyjaciele zakładają zespół i szukają nazwy. Jakieś pomysły? :)

peace&love, 
Rebellious lady