wtorek, 9 lutego 2016

Moja pierwsza sesja

Chciałam się Wam pochwalić owocami mojej pierwszej sesji zdjęciowej, która miała miejsce pod koniec stycznia. Zdjęcia wykonał Leszek Kubik, a pozowała Natalia Stachowiak. Jestem i ja podczas pracy :) Mam nadzieję, że w niedalekiej przyszłości popracuję nad sesją, gdzie będę mogła zaszaleć z makijażem, do tej sesji wykonałam makijaż stonowany, utrzymany w beżach i brązach. 





Zainteresowanych sesją odsyłam do mojego profilu na portalu MaxModels, kilkając tutaj :)


peace&love,
Rebellious lady

piątek, 22 stycznia 2016

Paleta dla początkującej wizażystki

Moim postanowieniem od dawien dawna jest pracowanie przy sesjach zdjęciowych od strony wizażu i charakteryzacji. Ostatnio podeszłam do tematu trochę poważniej niż tylko rozmyślanie nad tym pomysłem i postanowiłam dokupić kilka rzeczy, które do jego zrealizowania będą potrzebne. Jednym z większych braków w mojej kosmetyczce była wąska gama kolorystyczna podkładów/korektorów, a przecież nie da się przewidzieć dokładnie, jaki odcień podkładu będzie wyglądał dobrze na modelce. Kupiłam więc paletę korektorów, która do tego celu ma mi posłużyć - padło na Makeup Revolution w odcieniu Light-Medium.




Wybrałam średnią wersję kolorystyczną, ponieważ jasnych podkładów mam całkiem sporo, a najciemniejsza wersja palety była zdecydowanie za pomarańczowa jak na moje potrzeby. Paletkę zakupiłam w Minti Shopie i przyszła do mnie w bardzo dobrym stanie. Była zapakowana w kartonowe pudełeczko, na którym zaznaczone są kolory, jakich powinniśmy się spodziewać po otwarciu. Nie radzę się nimi w ogóle kierować, bo ich odcienie w porównaniu do rzeczywistych kolorów do jakieś nieporozumienie. Po otworzeniu paletki rzuca się w oczy całkiem spore lusterko, a plastik sprawia wrażenie dość porządnego. Na zdjęciu powyżej może się wydawać, że odcienie niewiele się od siebie różnią, ale myślę, że na mojej ręce widać już różnicę. 




Każdy z korektorów ma inny ton, a gama kolorystyczna jest naprawdę szeroka. Są bardzo miękkie, łatwo się rozprowadzają i dobrze wtapiają w skórę. Jedynym ich mankamentem może być fakt, że w teorii powinny być to bardzo mocno kryjące korektory, wręcz kamuflaże, a w rzeczywistości są jak średnio kryjący podkład. Jak dla mnie nie jest to problem, a nawet zaleta, bo zakupiłam je w celu używania ich na całą twarz właśnie, ale jeżeli szukacie czegoś na wzór kamuflażu z Rimmela, to możecie się rozczarować.

Za paletę zapłaciłam 30 zł, co uważam za niewielkie pieniądze jak na tego typu paletę. Jakościowo spełnia moje oczekiwania, ale nie twierdzę też, że to najlepszy produkt, jakiego używałam. Podsumowując - jestem zadowolona.


peace&love,
Rebellious lady


środa, 6 stycznia 2016

Czego nauczyłam się w 2015

Cześć! W związku z rozpoczynającym się nowym rokiem wszędzie pojawiają się posumowania 2015. Nic dziwnego, bo chociaż granica jest umowna, to w naszej psychice, tak jak w kalendarzu, zamykamy pewien okres życia. Dziś chciałabym się podzielić z Wami tym, czego nauczył mnie 2015 rok.



Zacznę dość nudno. W 2015 nauczyłam się obowiązkowości. Dla mnie był to rok matury, rekrutacji na studia oraz prawa jazdy, więc do wielu rzeczy trzeba było podejść na poważnie. Oczywiście poważne obowiązki nie są dla mnie czymś nowym, ale tym razem to ja byłam odpowiedzialna za siebie w stu procentach i jeśli coś bym zawaliła, to nie dość, że miałabym spory problem, to jeszcze mogłabym winić tylko i wyłącznie siebie. Niektórzy boją się tego i mylnie nazywają przykrą stroną dorastania. Ja uważam, że komfortowo jest mieć świadomość, że umiem zadbać o swoje sprawy.




W 2015 nauczyłam się spontaniczności. No, może lekko przesadziłam. Po prostu byłam bardziej spontaniczna i otwarta na niespodziewane sytuacje. Zdałam sobie sprawę, że czasem fajnie jest odpuścić i odejść na trochę od ustalonego planu. Zawdzięczam to wielu podróżom, jakie w tym roku udało mi się odbyć (Francja, Hiszpania, Włochy, Norwegia), ale i przeprowadzce do Poznania. 




W 2015 otworzyłam się na ludzi. Jestem jedną z tych osób, które uwielbiają towarzystwo innych, pod warunkiem, że są to moi przyjaciele. Niestety, po przeprowadzce niewielu z nich jestem w stanie widywać regularnie, właściwie prawie nikogo. Nowe miasto, nowe studia, nowi ludzie. Przypomniałam sobie, jak to jest być wśród nieznajomych i powoli nawiązywać kontakty. I wyszło mi to na dobre.




W końcu, w 2015 uświadomiłam sobie, że teraz to idealny moment na spełnianie swoich marzeń, rozwijaniu swoich talentów i zainteresowań. Codziennie staram się robić coś, co sprawia mi radość. Nauczyłam się grać na ukulele, zaczęłam eksperymentować z charakteryzacją filmową, zaczęłam pracę w radiu. Staram się próbować nowych rzeczy, nowych smaków. Okazało się, że świetnie czuję się w kuchni i lubię gotowanie. Kto wie, co odkryję w 2016?

Mam nadzieję, że Wasz 2015 był równie wspaniały jak mój. Z ręką na sercu mogę napisać, że był to mój najlepszy rok. Postanowienie na 2016? Żeby był jeszcze lepszy niż poprzedni :)


peace&love,
Rebellious lady


sobota, 31 października 2015

Zombie Girl | Seria halloweenowa

To już ostatni post z serii halloweenowej w tym roku. Dziś pokażę Wam, jak wyglądał mój tegoroczny makijaż na imprezę z tej okazji. Postanowiłam postawić na klasykę i wbrew pozorom oraz nazwie, nie byłam zombie. Pomalowałam się na damską wersję Zombie Boy'a, czyli chodzącą śmierć.





Niestety, nie mam zbyt dobrych zdjęć tego makijażu, ponieważ wykonywałam go wieczorem, kiedy nie mogłam już liczyć na światło dzienne. Namalowanie czaski na twarzy nie należy do najtrudniejszych czynności, ale to, co sprawia, że taki makijaż wygląda dobrze, to cieniowanie. Zęby to element, któremu warto poświęcić więcej uwagi, dzięki temu zyskują na efektownym wyglądzie. Od siebie mogę jeszcze polecić dodanie białej farby/podkładu/czegokolwiek dla zwiększenia kontrastu między cieniowaniem a kształtem właściwym. Do całości postanowiłam dodać kwiatową koronę - jak ją wykonać pokazywałam w tym poście.




Zdjęcie w środku (pozwoliłam sobie wykorzystać zdjęcie ze Snapchata) to zdjęcie wykonane o 3:30, po powrocie z imprezy. Można więc powiedzieć, że to świetny makijaż, w którym można się bawić całą noc. Mam nadzieję, że wszyscy, którzy idą dziś tańczyć i straszyć, świetnie spędzą ten wieczór. Bawcie się dobrze! Ja już imprezę mam za sobą, dziś wieczór spędzę na oglądaniu filmów Tima Burtona.


peace&love,
Rebellious lady



środa, 28 października 2015

Creepy zombie | Seria halloweenowa

Moja ostatnia propozycja zombie tak bardzo się Wam spodobała, że postanowiłam stworzyć kolejnego zombiaka, ale tym razem bardziej realistycznego, jeśli tak to można nazwać. Jak zwykle, postarałam się o to, żeby charakteryzacja była stosunkowo prosta, ale przede wszystkim nie wymagała żadnych specjalistycznych kosmetyków do charakteryzacji. 





Podstawą do tego zombiaka jest masa z żelatyny, gliceryny i wody, o której pisałam w tym poście. Kiedy podgrzejecie mieszankę, koniecznie poczekajcie, aż trochę wystygnie, żeby się nie poparzyć. Poza tym trochę chłodniejsza masa jest gęstsza i lepiej się ją nakłada. Mieszanka żelatynowa jest przezroczystożółtawa, natomiast na zdjęciu widzicie czerwoną - to dlatego, że chciałam wykorzystać zalegającą sztuczną krew, która tak naprawdę ma taki sam skład, różni się jedynie dodatkiem barwnika spożywczego. Bez względu na to, czy macie mieszankę z barwnikiem, czy bez, faktura będzie taka sama.





Kolejnym krokiem jest nałożenie podkładu lub farby do twarzy w odcieniu jasnej zieleni, dodanie do niej białego lub szarego wzmocni efekt rozkładającej się skóry. Następnie zaczynamy cieniować: wszystkie wgłębienia zaznaczamy czarnym (ja użyłam zwykłego eyelinera z żelu), doda to głębi i realizmu. Oczodół postanowiłam zaznaczyć również czernią, a następnie dodać fioletowy i bordowy cień. Wokół twarzy też roztarłam czerń, której później nie będzie widać spod zielonego koloru skóry, ale nada głębi i posłuży jako konturowanie.




Kolejnym krokiem jest utrwalenie naszej nowej skóry za pomocą zielonego cienia, najlepiej matowego. Koniecznie pamiętajcie o uszach, dobrze jest też pomalować trochę szyi, a nawet dekolt. Następnie we wszystkie zagłębienia, gdzie jest eyeliner, nałożyłam sztuczną krew (w tym przypadku zwykły barwnik spożywczy). Nie powinno to być zbyt dokładne, pamiętajcie, że zombie nie ma ran od linijki. Na cały obszar wokół ust dobrze jest nałożyć krew w większej ilości, żeby wyglądało to tak, jakby Wasz zombiak wyglądał jak tuż po posiłku. Dla większego kontrastu dodałam więcej czarnego wokół oczu, dzięki czemu białe soczewki lepiej się wybijają.





W tym momencie nie pozostaje nic innego niż dopracowanie szczegółów, dodanie krwi lub czerni według uznania. Na zdjęciach tego nie widać, ale do połowy szyi dodałam ściekającą krew. Oczy zostawiłam stosunkowo mało pomalowane, bo tego dnia moje oczy było wyjątkowo wrażliwe. Jednak jeśli macie ochotę dodać więcej elementów, możecie domalować kilka zmarszczek albo dołożyć trochę odpadającej skóry (jak ją zrobić pokazywałam tutaj).






Mam nadzieję, że zainspirowałam Was do zrobienia własnej wersji zombie! Jeśli będziecie chciały się pochwalić swoimi pracami, koniecznie oznaczcie mnie na Instagramie @rebelliouslady, a także dodajcie hasztag #RLhalloween. Halloween już za trzy dni, mam nadzieję, że każdy z Was ma już pomysł na swoje przebranie - jeśli tak, pochwalcie się w komentarzach!


peace&love,
Rebellious lady

sobota, 24 października 2015

DIY: Kwiatowa korona

Niedługo na blogu ukaże się kolejna propozycja halloweenowa, ale zanim to nastąpi, pokażę Wam, jak wykonałam w bardzo prosty i tani sposób kwiatową koronę. Będzie ona jednym z elementów kolejnego mojego wcielenia, ale oprócz tego może stanowić codzienną lub imprezową ozdobę włosów, jeśli lubicie takie klimaty. Początkowo miałam zamiar wykorzystać gotowy wianek z sieciówki, ale ich ceny sięgają kilkudziesięciu złotych. Korona, którą wykonałam, kosztowała mnie dosłownie trzy złote. W dodatku uważam, że jest ładniejsza oraz w kolorach, które sama wybrałam. Całość wykonania to kilka minut, nie trzeba mieć też niezwykłych umiejętności manualnych. Nie ma żadnej wymówki, żeby jej nie zrobić!




Do wykonania tej korony kluczowym elementem są sztuczne kwiaty. Do zrobienia tej konkretnej wykorzystałam siedem sztuk, każda kosztowała mnie 39 groszy (!), warto wybrać się więc na zwiady do najbliższego supermarketu. Oprócz nich przydała mi się zwykła opaska do włosów - nie musiałam się bawić w plecenie wianka. Przydatne mogą się również okazać nożyczki. 




Przechodzimy do sedna sprawy: sztuczne listki (jeśli takowe występują na Waszych kwiatkach) przesuwamy do góry, a następnie oplatamy łodygę wokół opaski. Dodając kolejne kwiaty, łodygami oplatamy miejsca między nimi tak, aby się nie przemieszczały. Nie trzeba być przy tym bardzo dokładnym, ale warto wziąć pod uwagę, że będziemy nosić to na głowie, więc wszystkie mocno wystające elementy można odciąć lub zabezpieczyć. Nożyczki dobrze służą przy dociskaniu łodyg do opaski.





W efekcie końcowym otrzymujemy kwiatową koronę, która jest gotowa do założenia. Jeżeli nie pasują Wam wystające łodygi (na moich kręconych włosach nie widać ich za bardzo), możecie je zakryć, np. dodać mniejsze kwiatki lub użyć zielonej taśmy izolacyjnej. To Wasza korona, użyjcie wyobraźni i dodajcie wszystko, na co macie ochotę!





Jak pisałam na początku, korona już niedługo w akcji pojawi się na blogu, a tymczasem życzę Wam miłego plecenia własnych - swoją drogą świetnie nadałyby się na festiwale muzyczne, co o tym sądzicie?


peace&love,
Rebellious lady



niedziela, 18 października 2015

Glam zombie | Seria halloweenowa

Przygotowałam dla Was kolejną propozycję na Halloween, tym razem straszniejszą i z wykorzystaniem sztucznej krwi. Zombiaki to standard w temacie charakteryzacji, ale postanowiłam połączyć go z czymś innym, mianowicie pełnym, mocnym makijażem oczu. Coś w stylu: szłam na imprezę, ale zaatakowało mnie zombie. To dobra propozycja dla tych z Was, które chcą wyglądać strasznie i ładnie zarazem, a do tego nie należy do najtrudniejszych.




Zaczynam od makijażu oczu - tu właściwie możecie zrobić na co tylko macie ochotę. Ja postawiłam na ciemne smoky, które wspaniale podkreśla białe soczewki. Postanowiłam założyć je na samym początku, ponieważ ciężko zakłada mi się je po nałożeniu makijażu. Niestety, białe soczewki, które mam na sobie, nie są najwygodniejsze i trochę ograniczały mi pole widzenia (zwłaszcza, że musiałam do nich zdjąć moje soczewki korygujące wadę). Jednak da się do tego przyzwyczaić i wykonać w nich całą charakteryzację.




Kolejnym krokiem było przyklejenie pojedynczych warstw chusteczek higienicznych na klej do rzęs (o wszystkich domowych sposobach na charakteryzację przeczytacie w tym poście). Starałam się stworzyć wrażenie oberwanej skóry wokół twarzy, jakby się rozkładała. Nie martwcie się, że nie wygląda to idealnie, bo właściwie o to chodzi! Ma to być przerażające, ewentualnie obrzydliwe, a na pewno nie dokładne. Żeby wtopić wewnętrzny brzeg chusteczek, nałożyłam na wierzch jeszcze jedną warstwę kleju do rzęs. Pamiętajcie, że klej do rzęs jest mocny i na prawdę nie trzeba go wiele, żeby dobrze trzymał.




Teraz moment, który jest kluczowy dla tej charakteryzacji, czyli nałożenie podkładu na całą twarz i chusteczki w taki sposób, żeby kolor jednego i drugiego był do siebie jak najbardziej zbliżony. Ja wybrałam podkład, który jest dla mnie za jasny, nawet dodałam trochę białego korektora. Jeżeli na początku kolor się nie zgadza, zawsze można dodać czegoś jaśniejszego dla wyrównania, chusteczka pod tym względem jest zaskakująco wytrzymała. Podkład nałożyłam też na usta dla uzyskania trupiego efektu. Na koniec przypudrujcie wszystko przy pomocy transparentnego lub białego pudru. W okolicy kości policzkowych dodałam trochę głębi przy pomocy szarobrązowego cienia - w tym przypadku wszystkie ciepłe odcienie odpadają, możecie użyć nawet zwykłej szarości.




Teraz czas zabrać się za straszną część tej charakteryzacji. Podwińcie wszystkie brzegi swojej nowej twarzy i dodajcie w tych miejscach trochę czerni. Do tego celu użyłam zwykłego eyelinera w żelu, ale możecie zrobić to czymkolwiek, byleby dobrze trzymało się na skórze. Czerń roztarłam palcami w stronę linii włosów, właściwie im bardziej niedbale to zrobicie, tym lepiej. Dla osiągnięcia efektu zakażenia wirusem zombie, miejsce pod oczami podkreśliłam fioletowym cieniem, a następnie cienkim pędzelkiem namalowałam linie udające żyły. Specjalnie również w tych miejscach nie dodałam wcześniej podkładu, bo na mojej twarzy naturalnie mocno widać żyły, więc były one w tym momencie bardzo przydatne.




Ostatni krok, czyli zabawa ze sztuczną krwią. W tym przypadku użyłam zwykłego barwnika spożywczego w żelu, który świetnie się sprawdził, a później stosunkowo łatwo zmył. Wystarczy nałożyć go naokoło twarzy, malując również wewnętrzną, wystającą część sztucznej skóry. Z krwią zeszłam aż do szyi, pomalowałam też uszy i linię włosów. Jeśli będziecie wykonywać tę charakteryzację na imprezę, polecam poplamić też ubrania dla lepszego efektu. Gdzieniegdzie dodałam też trochę czerni na szyi. Jeżeli chcecie, możecie dodać też krople krwi na twarzy, ale osobiście podoba mi się to odcięcie, więc zrezygnowałam z tego pomysłu. Makijaż gotowy, nie pozostaje nic innego niż wyjść na ulicę i straszyć!







Mam nadzieję, że moja propozycja przypadnie Wam do gustu. Pamiętajcie, że z chęcią zobaczę Wasze prace, wystarczy, że oznaczycie mnie na Instagramie @rebelliouslady, a także dodacie hashtag #RLhalloween. Miłego straszenia!


peace&love,
Rebellious lady