sobota, 31 grudnia 2011

Happy New Year!

Dziewczyny - nowy rok to nowa nadzieja, nowa energia i nowe wyzwania. Warto wejść w ten okres z postanowieniami, aby nasze życie stało się lepsze :) Moje postanowienia to:

1. Schudnąć do wymarzonej sylwetki (można powiedzieć, że jestem już w połowie drogi :P).
2. Być regularną w pielęgnacji.
3. Zadbać o włosy, gdyż żyją własnym życiem ;)
4. Regularnie pisać notki na bloga i realizować nowe pomysły z nim związane.
5. Czytać więcej książek, bo ostatnio mam na to bardzo mało czasu.

Pochwalcie się jakie są Wasze postanowienia, może coś dorzucę :)

Chciałam Wam wkleić zdjęcie dzisiejszego makijażu, ale jest już ciemno i nic nie było widać. Mogę za to pokazać nieziemskie kolczyki, które są częścią mojego stroju:



Mimo tego, że są duże, nie są ciężkie. Na żywo wyglądają 100 razy lepiej :)

Życzę wszystkim udanego Sylwestra i jeszcze lepszego 2012 roku! 
Ja dzisiaj świętuję podwójnie, ponieważ jest to 100 wpis na blogu. Życzcie mi powodzenia i wytrwałości do 1000 :)


peace&love,
Rebellious lady

piątek, 30 grudnia 2011

All night long, czyli jak przedłużyć trwałość makijażu

Już jutro czeka nas niezwykła zabawa sylwestrowa, podczas której chcemy wyglądać niesamowicie przez całą noc. Nie jest to takie proste, bo przecież tańczymy, jemy itp. Postanowiłam zrobić takie małe zestawienie czynności, które możecie wykonać podczas makijażu, aby wytrwał on przez całą imprezę.

Twarz

Choć nie przepadam za silikonowymi bazami pod makijaż, raz na jakiś czas można jej użyć na większe wyjścia. Taka baza wygładzi cerę i przedłuży trwałość nałożonego na nią podkładu. Do konkurowania watro wybrać kosmetyki w płynie/musie, ponieważ łączą się z naszą skórą jak podkład. Wszystko fiksujemy sypkim pudrem, najlepiej takim, który ma za zadanie utrzymać makijaż w ryzach. 
Do poprawek watro mieć w torebce bibułki matujące, ewentualnie puder w kompakcie.



Oczy

Tu podstawą jest oczywiście baza pod cienie. Pamiętajmy, aby nie nakładać jej zbyt dużo, ponieważ przyniesie to efekt odwrotny do oczekiwanego - wszystko się zroluje w załamaniu powieki. Do makijażu najlepiej użyć wodoodpornych produktów, np. eyelinera czy tuszu do rzęs. W przypadku brokatu warto użyć duraline (lub innego tego typu produktu), aby nie rozsypał się na policzki podczas tańca :) 
Jedna ważna rzecz - pamiętajmy, żeby nie nałożyć za dużo korektora pod oczy, ponieważ od tego może zacząć się odbijać/rozmazywać tusz do rzęs.



Usta

Ponieważ Sylwester to świetna okazja dla szminki w kolorze fuksji, fioletu czy strażackiej czerwieni, mam dla Was instrukcję obsługi szminki... inaczej :)

1. Pomaluj usta za pomocą konturówki zaczynając od krawędzi, a następnie wypełnij całe usta.
2. Nałóż szminkę.
3. Przyłóż chusteczkę higieniczną (lub bibułkę matującą) aby zebrać nadmiar szminki.
4. Nałóż szminkę jeszcze raz.
5. Przyłóż jeszcze raz chusteczkę, tym razem rozwiń ją całkowicie (nie może być złożona). Pędzlem z sypkim pudrem omieć usta, do których przyłożyłaś chusteczkę.

Gotowe! Można nałożyć błyszczyk, ale zdecydowanie skróci on żywotność szminki. Usta powinny wytrzymać znacznie dłużej niż zwykle, ale w razie czego warto mieć ze sobą szminkę.




Na koniec przypomnę Wam, żeby nie używać kosmetyków, których wcześniej nie testowałyście. Może się okazać, że jesteście uczulone lub produkt jest zepsuty/przeterminowany. 

Życzę Wam wspaniałej zabawy do samego rana! W komentarzach możecie się pochwalić, jak spędzacie tegorocznego Sylwestra :)


peace&love,
Rebellious lady


wtorek, 27 grudnia 2011

Słodki sekret

Nie mam większych oporów przed smarowaniem swojego ciała różnego rodzaju balsamami i masłami, nie przeszkadza mi to. Jednak ostatnio szukałam czegoś treściwego i ładnie pachnącego. W łapki wpadło mi masło do ciała Sweet Secret od Farmony i muszę powiedzieć, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczona.



Produkt jest zamknięty w odkręcanym plastikowym opakowaniu. W środku znajduje się folia aluminiowa, która chroni balsam przed wścibskimi osobnikami w drogerii :) Uważam, że to świetne rozwiązanie, bo nie raz widziałam jak ktoś odkręcał opakowania w sklepie...W pudełku mieści się 225 ml produktu.

Jest wiele wersji zapachowych, moja to ciemna czekolada i orzech pistacji. Po prostu cudowny, słodki aromat sprawia, że mogłabym się nim smarować 5 razy dziennie :) Sądzę, że dzięki niemu wiele osób, które nie lubią się balsamować mogą się do tego przekonać. Dodatkowym plusem jest to, że zapach utrzymuje się nawet do rana.

Jeśli chodzi o wchłanianie, to jestem bardzo zadowolona - mimo bogatej konsystencji bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia tłustego filmu. Samo nakładanie jest bardzo przyjemne i nie mam mu nic do zarzucenia.

Nawilżenie, jakie pozostawia jest dla mnie w zupełności wystarczające, nie wiem jak będzie działał przy bardzo suchej skórze. Zauważyłam również, że delikatnie złagodził podrażnienie po depilacji.


Podsumowując, zdecydowanie polecam. Nie jest drogi, bo kosztuje coś około 12 zł. Do tego przepięknie pachnie, więc na pewno kupię kolejne opakowanie.

A Wy miałyście styczność z tym masłem do ciała? Może polecacie inne kosmetyki tej firmy?


peace&love,
Rebellious lady


niedziela, 25 grudnia 2011

Wyniki mikołajkowego rozdania!

Już czas wylosować szczęśliwą zwyciężczynię mojego rozdania... Do kogo zawita Święty Mikołaj? :)

Uwaga, uwaga... 
W tym roku grzeczna była:




Gratuluję i proszę odpowiedź na maila :)

Wszystkich, którzy liczyli na wygraną mogę pocieszyć - na pewno będą inne rozdania w przyszłym roku, a może nawet jakiś konkurs? Zobaczymy :)


peace&love,
Rebellious lady

sobota, 24 grudnia 2011

Merry Christmas! :)

Moje kochane!
W ten niezwykły dzień życzę Wam dużo zdrowia i radości. Jednak najbardziej z całego serca życzę Wam osoby, która zawsze będzie przy Was na dobre i na złe, która pocieszy i poprawi humor, która codziennie będzie sprawiać, że na Waszych twarzach zagości uśmiech. Bo jeśli jest w Waszym życiu ktoś taki, wszystko inne na pewno się ułoży :)
Poza tym mam nadzieję, że w 2012 roku spełnią się wszystkie marzenia i osiągniemy same sukcesy (nie tylko w pracy). A ja życzę sobie, żeby blog rozwijał się i przyciągał nowych czytelników, bo właśnie dla Was go tworzę :)



Merry Christmas everyone! :*

PS Właśnie otworzyłam maila z kartką od jednej z moich czytelniczek - dziękuję Ci bardzo! Nie spodziewałam się nawet, że ktoś mógłby mi wysłać taką kartkę. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona :)

peace&love,
Rebellious lady

środa, 21 grudnia 2011

Buntowniczka radzi - prezenty last minute

Choć pewnie większość z Was prezenty kupiła już dawno, zawsze znajdzie się ktoś, kto o tym zapomni lub nie znajdzie czasu. Najlepszym przykładem jest mój przyjaciel, któremu wczoraj przyleciałam na pomoc, bo miał sytuację kryzysową :D Pomyślałam więc, że zrobię zastawienie pomysłów na prezent dla tych, których goni czas. Podzieliłam je na kategorie ze względu na osobę obdarowywaną i cenę.

1. Dla rodziców.

Każda mama ucieszy się z domowego zestawu SPA w jej ulubionym zapachu, np. lawenda. Teraz drogerie idą nam na rękę i często takie zestawy możemy kupić na promocjach. Dobrym pomysłem będzie szminka, o ile jesteśmy pewne, czy odcień się spodoba. Moja mama bardzo lubi książki Katarzyny Grocholi - są niedrogie i spodobają się większości kobiet (naturalnie może być jakaś inna lektura). Płyta z muzyką relaksacyjną lub klasyczną z pewnością ucieszy przepracowane ucho, chyba że mama gustuje w mocniejszych nutach :) Komedia romantyczna na DVD będzie świetnym prezentem nie tylko dla rodzicielki, ale też dla nas samych. 

Jeżeli stać Was na coś droższego, polecam zestawy kremów aptecznych dostosowanych do wieku. Uważam, że wspaniałym prezentem będzie również kupon na zabieg, np. masażu twarzy. Raczej wątpię, żeby rodzicielka sama zdecydowała się na coś takiego, ale skoro to prezent, to na pewno z przyjemnością skorzysta :)

A jeśli Wasz budżet wytrzyma prezent o wartości 100 zł i macie dostęp do Lilou w sowim mieście, to z całego serca polecam Wam zrobić taki prezent. Ja z moją siostrą kupiłyśmy bransoletkę Lilou na urodziny naszej mamy w tamtym roku - wygrawerowałyśmy na niej nasze imiona i daty urodzin. Efekt? Rodzicielka zalana łzami ze wzruszenia. I od tego momentu nie rozstaje się z bransoletką na krok ;)





Doskonałym prezentem dla taty będzie zestaw kosmetyków (np. Old Spice czy Axe) lub jego ulubione perfumy - sądzę, że w przypadku mężczyzn o wiele trudniej nie trafić w zapach. Możemy również zdecydować się na śmieszny kubek z napisem "Najlepszy tata" lub "Super gość" ;) Jeżeli gustuje w kawie, możemy kupić jego ulubioną w dużej pojemności. Tutaj, podobnie jak w przypadku mamy, dobrym prezentem będzie książka, film lub płyta. Jeśli nasz tata ma jakieś szczególne zainteresowania, watro zainwestować w coś, co będzie z tym związane (np. figurka starego modelu samochodu). 

A jeśli nie macie zupełnie pomysłu na prezent, zawsze możecie kupić jakiś dobry trunek... ;) A jeżeli Was stać, wspaniałym upominkiem będzie skórzany portfel.





2. Rodzeństwo.

Na pewno dobrze znacie swoje rodzeństwo i wiecie co by się im spodobało. Tu polecam (raczej Was nie zaskoczę :P) ponownie płytę, film na DVD lub książkę. Ale oczywiście mogą być różne, różne rzeczy... Plakat ulubionego zespołu, biżuteria, bilet na koncert, obudowa na telefon, śmieszny breloczek, stojak na biżuterię, podręczny kalendarz, zestaw DIY, itp. Jeśli Wasza siostra lubi imprezować (a moja bardzo :P) to super pomysłem jest kupno sztucznych rzęs (+ klej!). Natomiast bratu, jeśli jest fanem np. Gwiezdnych Wojen, możemy podarować koszulkę z podobizną Yody :) 

Bardziej uniwersalnym prezentem są świeczki zapachowe lub kominek z olejkami eterycznymi. Natomiast wątpię, żeby coś takiego spodobało się bratu - dlatego jemu lepiej kupić jakiś bajerancki długopis.

Jeżeli Wasz budżet wyjdzie na tym bez szwanku, to idealnym prezentem będzie karta podarunkowa do sklepu, np. H&M czy Zary.




Co do przyjaciół (jeżeli robicie im prezenty) to proszę patrzeć punkt 2, bo przecież są dla nas jak rodzeństwo, prawda? :)

Na koniec mały poradnik, czyli o czym warto pamiętać:
1. Warto zrobić sobie listę prezentów - o niczym nie zapomnimy i wszystko będzie pod kontrolą.
2. Dokładnie przeanalizować mega promocje - często dajemy się nabrać i kupujemy produkt przeterminowany, kompletny bubel lub co gorsza, płacimy więcej.
3. Jeśli to możliwe, nie robić zakupów po godzinie 15. Wtedy jest największy tłok.
4. Nie zamawiać nic w ostatniej chwili przez internet, nawet jeśli ma przyjść w 24h (kurierem) - różnie to bywa, a przecież nie chcemy zostać na lodzie w Wigilię.
5. Podobno piękne opakowanie to połowa prezentu :)

Mam nadzieję, że mój poradnik na prezenty last minute okazał się pomocny. Chcę Wam jednak przypomnieć, że w ten magiczny wieczór jakim jest Wigilia, nie najważniejsze są podarunki tylko rodzinna, niepowtarzalna atmosfera.

peace&love,
Rebellious lady


poniedziałek, 19 grudnia 2011

O lakierach słów kilka :)

Na wielu blogach widziałam ten TAG i bardzo mi się spodobał, więc oTAGowałam się sama :)




1. Ulubiona marka lakierów?
Chyba Essence, ponieważ mają piękne kolory, małą pojemność i niską cenę.

2. Lakiery brokatowe czy kremowe?
Lubię te i te, ale ze względu na ciężkie zmywanie wygrywają kremy.

3. OPI, China Glaze czy Essie?
Z tych firm miałam tylko jeden jedyny China Glaze w kolorze Mrs&Ms, który okazał się kompletnym nie wypałem (nietrafiony prezent). Jakoś nie widzę sensu kupowania tak drogich i ogromnych lakierów, choć gdybym dostała, to z chęcią bym przyjęła :)

4. Jak często zmieniasz kolor lakieru do paznokci?
Co jakieś 3 dni.

5. Jaki jest twój ulubiony kolor?
Jeśli chodzi o paznokcie, to gustuję raczej w ciemnych zieleniach, granatach i czerniach, choć zdarzają się wyjątki.

6. Ciemne czy jasne pazurki?
Zależy od humoru, ale raczej ciemne.

7. Co masz aktualnie na paznokciach?
Czerń z AllePaznokcie nr 786.

8. Czy lubisz matowe wykończenia?
Tak, mam nawet top coat matujący.

9. Czy jesteś fanką frenchu?
Nie noszę, aczkolwiek lubię jeśli jest dokładnie wykonany.

10. Ulubiony zimowy kolor?
Czerwony i złoty.

11. Za lakierami jakiej marki szczególnie nie przepadasz?
Hmm... Sama nie wiem. Chyba nie mam takowej.

12. Czy używasz lakieru nawierzchniowego? Jaki jest twój ulubiony?
Używam, ale nie mam ulubieńca. Właśnie testuję nowość od Essence, który ma działać tak, że paznokcie będą sprawiać wrażenie żelowych. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.

13. Jakiego koloru lakieru nigdy (lub prawie nigdy) nie nosisz?
Błotnistego brązu, różu i jasnej zieleni.

14. Czy używasz preparatów podkładowych? Jakie sprawdziły się najlepiej?
Tak, używam ich zawsze. Zazwyczaj jest to jakaś odżywka na wzmocnienie paznokci. Nie mam ulubieńca.

15. Ulubione wykończenie lakieru?
Nie mam ulubionego, lubię kremy, brokaty, maty i satyny. Bardzo podobają mi się holo i chrome, ale nie mam żadnego takiego w swojej kolekcji,

16. Wzorki czy prosty, monochromatyczny manicure?
I to, i to. Częściej noszę zwykłe, pomalowane na jeden kolor, choć czasami zaszaleję i coś wymaluję :)

17. Czy lubisz pękające lakiery?
Tak, ale czarne - nie podobają mi się kolorowe.

18. Jakie lakiery znajdują się aktualnie na twojej wishliście?
Nie mam takiej, ponieważ staram się kupować tylko wtedy, kiedy coś naprawdę mi się spodoba i jestem tego pewna na 100%. Dzięki temu mam jedną szufladę lakierów, których używam i zużywam z powodzeniem :)

19. Jaki lakier kupiłaś ostatnio?
Hmm... Chyba ostatnim zakupem lakierowym były prezenty do mikołajkowego rozdania :)

20. Lubisz dostawać lakiery w prezencie czy kupować je sama?
Oczywiście, że lubię dostawać. O ile ktoś zna mój gust i nie kupi mi neonowego, perłowego różu :D

21. Kiedy zaczęłaś malować paznokcie?
O jeju, bardzo dawno... 6 klasa podstawówki? Nie pamiętam :)

TAGuję wszystkie dziewczyny, które lubią malować paznokcie, o! :)
Niech moc będzie z lakieroholiczkami!

peace&love,
Rebellious lady

czwartek, 15 grudnia 2011

Starry Night, czyli sylwestrowy makijaż po raz trzeci

Dziś mam dla Was ostatnią propozycję stricte sylwestrową. Tym razem jest to mocny smokey eye z domieszką fioletu oraz odrobiną bling-bling :) Jeśli żadna z moich propozycji nie przypadła Wam do gustu, zapraszam do zakładki Make-up, gdzie znajdują się odnośniki do wszystkich makijaży na blogu.

1. Przygotowuję powiekę, nakładając na nią bazę oraz ukrywam cienie pod oczami. Brwi lekko podkreślam brązowym matem (Inglot 363). 



2. Na ruchomą powiekę omijając wewnętrzny kącik nakładam matowy fiolet - nie musi być bardzo dokładnie, ponieważ będziemy łączyć go z czernią.



3. W zewnętrznym kąciku dodaję matową, trochę grafitową czerń i mocno rozcieram. Można użyć szarości, granatu lub bardzo ciemnego fioletu.



4. W wewnętrzny kącik i pod łuk brwiowy nakładam biały perłowy cień.



5. Eyelinerem rysuję dość grubą kreskę na górnej powiece i tym samym czarnym cieniem podkreślam dolną powiekę.




6. A teraz gwóźdź programu, czyli srebrny pyłek. Nakładam go głównie w wewnętrznym kąciku, ale również na resztę powieki, tylko już w mniejszej ilości. Oczywiście jest to opcjonalne, wiele osób nie lubi tego typu ozdóbek, więc krok można pominąć ;)



7. Teraz wystarczy wytuszować rzęsy i gotowe! :)



Na żywo makijaż ma o wiele więcej fioletowych tonów, których aparat nie był w stanie wychwycić. Mam nadzieję, że moje propozycje przypadły Wam do gustu i wykorzystacie je lub będą dla Was inspiracją do czegoś nowego :)

I jeszcze jedno małe pytanie - chcę zrobić poradnik imprezowy, czyli wszystko co pomaga przedłużyć żywotność makijażu, poradnik jak rysować kreskę i jak konturować twarz. Co chciałybyście zobaczyć najpierw? Myślę, że są to ciekawe tematy, które warto poruszyć przed zabawą w Nowy Rok :)


peace&love,
Rebellious lady




wtorek, 13 grudnia 2011

Po całości, czyli eyeliner na Sylwestra

Oto drugi z przygotowanych dla Was makijaży sylwestrowych. Tym razem odważnie, zmysłowo i uwodzicielsko. Wygląda niesamowicie, a nie jest trudny. Wierzę, że każda z Was potrafiłaby go zrobić :)

1. Powiekę przygotowuję do makijażu, nakładając korektor i bazę. Tym razem dość mocno podkreślam brwi ciemnym brązem (Inglot 363).



2. Na ruchomą powiekę nakładam zielony eyeliner (Essence, 04 I love NYC). Staram się zrobić to bardzo dokładnie - od wewnętrznego kącika do załamania powieki. Następnie dorysowuję "jaskółkę" - długość i grubość wedle waszych upodobań.



3. Na środek powieki nakładam seledynowy cień na mokro. Dzięki temu lepiej się "przyczepi" i wytrzyma całą noc.



4. W zewnętrznym kąciku nakładam trochę zgniłej zieleni, starając się zachować namalowany kształt.



5. Wewnętrzny kącik zaznaczam jasnozielonym pigmentem dla delikatnego rozświetlenia i połysku. Na linię wodną nakładam ten sam eyeliner co na ruchomą powiekę.




6. Teraz wystarczy wytuszować rzęsy i gotowe! Można dodać sztuczne, będą pasować.




Zieleń jest świetna dla brązowych tęczówek (ja użyłam zieleni z paletki Sleek Curacao), ale w zależności od koloru oczu możecie wykonać ten makijaż w różnych odcieniach fioletu, brązu, turkusu czy szarości. Jeśli nie masz kolorowego eyelinera, możesz użyć zwykłego czarnego bądź po prostu kredki (tylko nie może zbyt szybko "zastygnąć" na powiekach). I chyba to najbardziej kocham w makijażu - daje nam dowolność kolorów i kształtów, dzięki czemu każdy makijaż jest niepowtarzalny :)

Jak Wam się podoba ten makijaż? Zdradzę Wam, że mam w zanadrzu jeszcze jeden - fioletowy smokey z odrobiną srebra...

peace&love,
Rebellious lady

niedziela, 11 grudnia 2011

Szampan w złotym kieliszku, czyli przygotowania do Sylwestra czas zacząć

Nareszcie znalazłam dla Was chwilkę, więc pomyślałam o zrobieniu paru makijaży nadających się na Sylwestra lub inną tego typu imprezę. Zdałam sobie sprawę, że robiąc makijaż na Nowy Rok od razu w ręce wpadły mi odcienie złota i miedzi... A przecież ich już pod dostatkiem na moim blogu! Cóż zrobić, po prostu uważam, że idealnie podkreślają kolor mojej tęczówki. Ale nie martwcie się, obiecuję poprawę i następnym razem będzie coś w zieleniach i turkusie :)

Ten makijaż nie jest bardzo skomplikowany ani mocny, zrobiłam go z myślą o osobach, które malują się rzadko lub bardzo delikatnie. Sądzę, że gruba kreska jest w tym momencie już szaleństwem dla takich dziewczyn, ale w końcu to Sylwester - kiedy nie szaleć jak nie podczas imprezy? :)

Użyłam głównie paletki Berlin od Catrice, o której możecie przeczytać TU. Wiem, że jest ciężko dostępna, ale możecie użyć innych złotych odcieni lub zupełnie zmienić kolorystykę. Wybór należy do Was.


1. Na całą powiekę i pod oczy nakładam podkład (Pharmaceris F, odcień Ivory), by przykryć naczynka i cienie. Lekko podkreślam brwi brązowym cieniem (363 Inglot).




2. Jako bazę użyłam różowego złota - cienia w kremie, który wygrałam u GreatDee. Nie mam pojęcia co to za firma, pierwszy raz na oczy widzę, ale ma cudowny ocień! Nakładam ją na ruchomą powiekę, omijając wewnętrzny kącik.



3. Zewnętrzny kącik podkreślam rudym brązem, starając się zachować kształt "V". Mam nadzieję, że na zdjęciu zobaczycie, o co mi chodzi :)



4. Na wewnętrzny kącik i trochę środka powieki nakładam jasny złoty, trochę taki w kolorze szampana. Dodaję troszkę na dolną powiekę w celu optycznego rozświetlenia.



5. Wracam do zewnętrznego kącika, tym razem podkreślam krawędzie "V" ciemnym brązem. Zaznaczam również dolną powiekę tym samym cieniem.



6. Teraz wystarczy narysować kreskę (grubość zależy od upodobań) i wytuszować rzęsy. Tak, wiem. Moje wyglądają jak nóżki pająka - okropnie tego nie lubię! Niestety szkoda wyrzucać mi połowy tuszu, więc jakoś muszę go zużyć... :(




Makijaż na żywo pięknie się mieni na złoto, na zdjęciach tego nie widać. Dziś było delikatnie, ale następnym razem zaszaleję :)

PS Czy mogłybyście mi polecić dobry tusz, który się nie osypuje i nie robi grudek? Mam już dosyć wszystkich Maybellinów i Rimmelów, wszystkie to badziewia... Najlepiej do 30 zł. Ostatnio nie mogę szaleć z zakupami, bo za coś muszę kupić prezenty dla bliskich :)

peace&love,
Rebellious lady





wtorek, 6 grudnia 2011

Mikołajkowe rozdanie :)

Przepraszam Was za tak długą nieobecność, macie prawo być na mnie obrażone :) W ostatnim czasie mnóstwo rzeczy dzieje się w moim życiu, po prostu nie nadążam. Mam nadzieję, że zmiany wyjdą mi na dobre, bo mój świat stanął teraz do góry nogami.

Jednak nie radzę się na mnie obrażać, gdyż mam dla Was małą niespodziankę. Otóż jestem osobą, która kocha Boże Narodzenie i wszystko co jest z nimi związane. To jeden z moich ulubionych okresów w roku. Ponieważ dzisiaj są Mikołajki, czyli czas, w którym obdarowujemy najbliższych, ja też coś dla Was przygotowałam. Wiele osób może zapytać: dlaczego? Gdyby nie Wy, mój blog nie mógł by istnieć! Doceniam każdy komentarz, nawet ten niepochlebny. Cieszę się z każdego nowego obserwatora i mam nadzieję, że spodoba mu się mój blog. Dziękuję Wam bardzo z całego serca i dlatego mam dla Was małe rozdanie.



A teraz najlepsze, czyli nagrody:
- Avon - Złocisty olejek mineralny w sprayu z połyskującymi drobinkami 
- Sensique Oriental Dream - 259 Moss Temple
- Sensique Oriental Dream - 262 Indian Rose
- Sensique Oriental Dream - 265 Sky Over Silk Road
- CCUK Compact Powder w odcieniu 13 Tea Rose
- Joko Eye Shadows w odcieniu J 105
- Sleek GLO Face&Body Highlighter
- Eveline 3D Glam Effect Lipgloss w odcieniu 348
- Rimmel Extra Super Lash Mascara w ocieniu 103 Electric Blue
- Aromatic Art - olejek zapachowy do kominka - Lavender

Zasady:
- musisz być publicznym obserwatorem bloga (1 los)
- możesz dodać mojego bloga do blogrolla (1 los)
- możesz napisać notkę o rozdaniu lub dodać zdjęcie do paska bocznego (2 losy)
- dodatkowo stali komentujący dostają ode mnie po jednym losie
- rozdanie trwa od 6.12 do 23.12
- wyniki prawdopodobnie ogłoszę 24.12

Bardzo proszę, żeby zgłoszenie zawarte było w jednym komentarzu.

Mam nadzieję, że nagrody się podobają :) 


peace&love,
Rebellious lady

niedziela, 27 listopada 2011

Krótka wycieczka po Berlinie

Nowa edycja limitowana Big City Life od Catrice podbiła moje serce od pierwszego zdjęcia reklamowego. Nie dość, że palety do złudzenia przypominają Urban Decay (zawsze marzyłam o jednej z tych cudownych paletek), to sam pomysł na limitowankę inspirowaną wielkimi miastami wydawał mi się strzałem w 10. Tym bardziej, że często wyobrażam sobie mnie samą za parę lat, która w oszałamiająco pięknych i wysokich szpilkach biegnie przez ulicę pełną żółtych taksówek z kawą w ręku, by nie spóźnić się na zebranie magazynu o modzie i urodzie, gdzie jest redaktor naczelną... Ale się rozmarzyłam! :D
Niestety limitka nie dotarła do nas w całości. W Naturach możemy kupić dwie z czterech palet zawierające 6 cieni, 2 róże/bronzery, czarną kredkę i pacynko-pędzelek (Berlin i London) oraz wszystkie dostępne lakiery (Berlin, London, Sydney i New York). Z palet najbardziej spodobał mi się Berlin, a lakiery chętnie przygarnęłabym wszystkie, lecz ostatecznie wzięłam z tej samej serii co paleta.




Cienie są bardzo dobrze napigmentowane, nie rolują się, utrzymują się na bazie cały dzień. To moje pierwsze spotkanie z cieniami tej firmy i moje odczucia są jak najbardziej pozytywne.



Odcienie są naprawdę ładne i można z nich stworzyć mnóstwo makijaży. Wszystkie dobrze ze sobą współgrają i przy rozcieraniu nie tracą na intensywności. Największym zaskoczeniem był Checkpoint Charlie, który z różu na powiece zamienia się w złoto... Cudo *_*

Teraz zdałam sobie sprawę, że w pośpiechu nie zrobiłam swatchy róży... Dobrze się rozcierają i nie tworzą plam, nie są też bardzo mocno napigmentowane, więc nadają się dla początkujących. Kredka jest średnio miękka, zobaczymy jak się sprawdzi. A co do pacynko-pędzelka, to uważam, że jest kompletnie zbędny.



Przepraszam, że zdjęcie lakieru jest tak nieostre, ale wszystko było robione w pośpiechu i nie zdążyłam sprawdzić, czy wyszło. Lakier również nazywa się Berlin i jest ciemnym koralem (zdjęcie dobrze oddaje kolor). Nałożyłam na niego trochę pękacza, bo Buntowniczka jest niecierpliwa i poobijała sobie świeżo malowane paznokcie. Za jakiś czas napiszę recenzję, muszę go najpierw trochę poużywać :)

Jak Wam się podoba ta edycja limitowana? Kupiłyście coś? 
Za niedługo postaram się wymalować jakieś makijaże z pomocą berlińskich cieni ;)


peace&love,
Rebellious lady

piątek, 25 listopada 2011

Subiektywny przegląd przystojniaków :)

Czas na TAG, który ostatnio często gości na wielu blogach. Tym razem dotyczy on przystojniaków, czyli to, co tygryski lubią najbardziej ;)

OTAGowały mnie:

Dzięki dziewczyny! :*

Zasady są bardzo proste - mamy podać 10 najprzystojniejszych według nas mężczyzn oraz oTAGować 10 blogerek. Ale że jestem buntowniczką złamię zasady. Podaję tylko jeden typ :)


Francisco Lachowski

Ostatnio stał się dość znany, to mój ulubiony model. Oczy, uśmiech, brwi, włosy... No i ten tors! Chyba nie da mu się oprzeć. Mmm... 



Dlaczego tylko jeden? Ponieważ nie gustuję w sławnych aktorach czy piosenkarzach... Za to gustuję w takim jednym, którego zdjęcia Wam nie pokażę. To już prywatna sprawa, ale wierzcie mi, niezłe ciacho! :)

Nie typuję nikogo, zachęcam do zabawy każdego, kto ma ochotę. Czujcie się oTAGowane!

PS Dorwałam dzisiaj limitkę Catrice i w moje łapki wpadła paletka i lakier inspirowane Berlinem. Jeśli jesteście zainteresowane zrobię Wam swatche :)


peace&love,
Rebellious lady

środa, 23 listopada 2011

Bloody Mary, czyli wstępne przemyślenia

Pod ostatnim postem wyraziłyście chęć poznania mojego wstępnego zdania na temat różu w żelu z nowej edycji limitowanej Vampire's Love od Essence. Ale za nim o tym, napiszę parę słów o samej limitowance.

Choć jak już wspominałam, nie przepadam za wampirami (przez Zmierzch i Pamiętniki Wampirów stały się przereklamowane), to ta edycja wydawała mi się niezwykle trafiona i przygotowywałam się na duże wydatki ;) Jednak po tym, jak kleopatre napisała na swoim blogu, że cienie nie są mocno napigmentowane, a barwniki do ust wysuszają i podkreślają suche skórki, nie byłam już nimi zainteresowana. Rozświetlacz był całkiem ciekawy, ale musiałam obejść się smakiem - przecież nie zużyłam jeszcze tego z Blossoms Ect. ! Lakiery do paznokci kusiły, ale staram się je ograniczać, poza tym wolę mniejsze pojemności. A co do pudru do rzęs - jakoś wieje mi to tandetą i nie wierzę, że będzie robił cuda. Takim oto sposobem w koszyczku wylądował tylko róż :)



W plastikowym opakowaniu z pompką znajduje się 13 ml żelu, który jest ważny 12 miesięcy. Zapłaciłam za niego 10,99 zł. Dostępny jest tylko w jednym odcieniu 01 Bloody Marry.

Może Was zdziwić, po co ktoś produkuje tak mocno czerwony róż do policzków. Jednak wygląda tak tylko w opakowaniu, na skórze jest zdecydowanie delikatniejszy, dla niektórych być może nawet za delikatny.



Choć kolor nie jest bardzo intensywny, można go z powodzeniem stopniować. Pigment pięknie "wchłania się" w skórę, co ma swoje plusy i minusy. Jest trwały i nie odznacza się na policzkach, ale trzeba szybko z nim pracować, ponieważ błyskawicznie stapia się ze skórą. Poza tym wchłania się też w skórę na palcu, co skutkuje różowym opuszkiem...  Można umyć ręce przy pomocy szczoteczki do paznokci i problem z głowy :) 
Na początku wydawał mi się bardzo wodnisty, ponieważ przyzwyczaiłam się do różu z Inglota (recenzja TU), który jest substancją stałą. Jeszcze nie wiem co mam o nim sądzić, za jakiś czas napiszę Wam jak się sprawdza.

A tak wygląda na policzku (przepraszam za wygląd, ale łzawiło mi oko).




Co przyszło mi do głowy podczas macania barwników do ust, to pomysł żeby nałożyć róż na usta. Otrzymałam bardzo ładny, naturalny efekt lekko zaczerwienionych ust. Posiadaczkom różu polecam spróbować i sprawdzić na swoich ustach :)




Jak na razie uważam, że Krwawa Mary ma szansę na pochlebną opinię, ale to tylko wstępne przemyślenia. Zobaczymy, co powiem za miesiąc.

A Wy - które kosmetyki z tej edycji polecacie? A jeśli macie, to co sądzicie o tym różu?

peace&love,
Rebellious lady

wtorek, 22 listopada 2011

Niepozorny

Niedawno zdałam sobie sprawę, że jesień widać nie tylko za oknem, ale także na mojej blednącej cerze. Przez większość roku jestem bardzo blada - tak już mam. Ale nie przeszkadza mi to, wręcz lubię moją jasną karnację. Niestety na polskim rynku ciężko znaleźć odpowiedni odcień pudru - wtedy z pomocą przychodzą kosmetyki transparentne.

Zdecydowałam się na sypki puder transparenty My Secret, który nieraz polecała Panna Joanna. Wiem, że obydwie uwielbiamy podkład Pharmaceris, więc pomyślałam, że może i ten kosmetyk się u mnie sprawdzi. 





Opakowanie, choć plastikowe, nie przywodzi na myśl tandety. Napis ładnie się mieni, a tworzywo wygląda na trwałe i porządne. Oczywiście nie radzę rzucać nim o ziemię, ale sądzę, że nie powinno pękać. W pudełku znajduje się 12 gram produktu i jest ważny 12 miesięcy od otwarcia.
Pierwsze, co przyszło mi na myśl trzymając puder to "Jaki on malutki!", jednak 12 gram to całkiem sporo jak na mój gust. Wydaje mi się, że zdążę go zużyć przed końcem terminu ważności. 
Produkt został zabezpieczony folią zatykającą dziurki w sitku, dlatego raczej nie powinien się wysypywać przed otwarciem.

Jestem pod wielkim wrażeniem tego kosmetyku - taki mały, niepozorny, całkiem niedrogi. A daje piękne, pół matowe, pół satynowe wykończenie! Nakładany puchatym pędzlem do twarzy jest po prostu idealny. Nie tworzy efektu maski, trzeba tylko wyczuć ile produktu potrzebujemy (a jest to naprawdę niewiele!). Utrzymuje się jakieś 5-6 godzin, co moim zdaniem zasługuje na medal. Świetnie stapia się z kolorem skóry, nie odznacza się. 

Jedyne, co mnie zdziwiło, to fakt, że puder transparentny ma odcień jasnego beżu... Hmm... Jestem ciekawa, czy na ciemniejszych karnacjach też byłby transparentny, czy jednak pigment byłby widoczny...

Kosztuje coś około 10-15 zł, więc naprawdę niewiele. Polecam wszystkim z cerą mieszaną i suchą, co do tłustej nie byłabym pewna, czy dałby sobie radę. Nigdy wcześniej nie miałam żadnego kosmetyku tej firmy, jednak zaczynam się do niej przekonywać... Znacie inne dobre kosmetyki My Secret?

PS Poleciałam dzisiaj do Natury obmacać nową edycję limitowaną Essence Vampire's Love. Choć nie przepadam za wampirami, bo moim zdaniem są już przereklamowane, to kosmetyki przypadły mi do gustu. Ostatecznie zdecydowałam się tylko na róż w żelu. Jeśli chcecie swatche i wstępne przemyślenia na jego temat, dajcie znać w komentarzach :)

peace&love,
Rebellious lady

piątek, 18 listopada 2011

Buntowniczka radzi początkującym cz. 2

Przepraszam, że musiałyście czekać tak długo, ale zazwyczaj gdy wracam do domu jest już zupełnie ciemno. W każdej wolnej chwili staram się dla Was pstrykać zdjęcia na zapas :)

Dziś zbliżenie na oczy. Co moim zdaniem jest potrzebne w kosmetyczce dziewczyny stawiającej pierwsze kroki w temacie makijażu?


Baza pod cienie to temat sporny. Wiele kobiet niezaglądających na kosmetyczne blogi często nie wie nawet o istnieniu takiego produktu. Mimo że baza zdobywa coraz większą popularność, nadal ma swoich przeciwników. Moim zdaniem warto zaopatrzyć się w taki kosmetyk, ponieważ ujednolica on koloryt powieki i przedłuża żywotność cieni. Bardzo znana jest baza z Artdeco, jednak dla mnie jest za droga jak na tego typu produkt. Można znaleźć wiele tańszych odpowiedników, w dodatku równie dobrych.

Moje propozycje:
- Hean Stay On Eyeshadow Base (ok. 10 zł)
- Essence I <3 Stage Eyeshadow Base (ok. 12 zł)





Uważam, że każda kobieta powinna mieć w swojej kosmetyczce eyeliner. Kocie oko nadaje nam uwodzicielskie spojrzenie i zawsze wyglądamy olśniewająco. Ostatnio bardzo modne są eyelinery w słoiczku - sama mam 3 i bardzo je lubię. Jednak zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy umieją posługiwać się tego typu produktem, więc proponuję eyeliner w pędzelku. Bardzo wygodny i prosty w użyciu.

Moje propozycje:
- Bell Liquid Eyeliner (ok. 15 zł)
- Essence Gel Eyeliner (ok. 15 zł)





Sądzę, że czarna kredka również jest podstawą kosmetyczki. Możemy nią zrobić przydymioną kreskę na powiece, dodaje głębi oku na linii wodnej. Blondynkom, dla których czerń jest zbyt mocna, polecam brąz. Aby optycznie powiększyć oko polecam białą lub kremową kredkę na linię wodną. Optycznie otwiera oko i nadaje mu świeżości.

Moje propozycje:
- Avon SuperShock Gel Eyeliner (ok. 13 zł)
- Stila Kajal Eye Liner w odcieniu Topaz (kupiona w zestawie w TK MAXX)





O tuszu do rzęs właściwie mogłabym nie wspominać, bo chyba żadna kobieta nie wyobraża sobie makijażu bez tego produktu. Dodam tylko, że jeśli używacie zalotki, to tusz wodoodporny podtrzyma Wam ten efekt. 

Moje propozycje:
- Colossal Volum' Express - recenzja TU (ok. 25 zł)
- Essense Maximum Definition (ok. 10 zł)





Kolor i firma cieni zależy tylko od Waszych upodobań. Z mojej strony polecam Wam Inglota i paletki magnetyczne - są funkcjonalne i zajmują mało miejsca. Jednak nie widzę sensu w kupowaniu bardzo drogich cieni. Uważam, że każdy odcień ma swój tańszy odpowiednik, trzeba tylko dobrze poszukać ;)
Podstawowymi trzema odcieniami, które uważam za niezbędniki to matowa czerń, brąz i kość słoniowa. Za pomocą tych cieni możemy stworzyć zarówno makijaż dzienny jak i wieczorowy. Poza tym ten sam odcień brązu może służyć do załamania powieki i podkreślenia brwi. Czarnym matem możemy narysować cienką kreskę przy linii rzęs, aby optycznie je zagęścić. Od dziennego makijażu w stylu nude do imprezowego smokey eye. A to tylko trzy cienie!

Moje propozycje:
- Stila Eyeshadow w odcieniu Makalu
- Inglot 353
- Inglot 363
(wszystkie cienie są matowe, posypał mi się na nie srebrny pyłek)





Ostatnią, aczkolwiek nieobowiązkową rzeczą jest żel do brwi. Jeśli są nieokiełznane, to bardzo Wam się przyda. Ten był przezroczysty, ale używałam go z brązowym cieniem, dlatego zmienił kolor.

Moja propozycja:
- Miss Sporty Just Clear Mascara (ok. 12 zł)





A jakie są Wasze propozycje dla początkujących? Podzielcie się w komentarzach! :)
Proszę Was również o napisanie tematu notki, którą chciałybyście zobaczyć na moim blogu. Może macie problem z narysowaniem kreski lub innym tego typu kosmetycznym zagadnieniem? Będzie to dla mnie wskazówka jakie tematy poruszyć w kolejnych postach :)

peace&love,
Rebellious lady

poniedziałek, 14 listopada 2011

Trust in fashion

Dawno, dawno temu obiecałam Wam, że pokażę ulubiony kolor z serii Colour&Go. Oczywiście zapomniałam, ale lepiej późno niż wcale, prawda? ;) Oto i on, Essence 54 Trust in fashion.




1. Dostępność - 0 (niestety został wycofany, ale możecie jeszcze na niego trafić w Drogerii Natura)
2. Cena - 1 (5,49 zł za 5 ml)
3. Kolor - 1 (moja idealna butelkowa zieleń, cudowny!)
4. Aplikacja - 1 (bardzo wygodny pędzelek, przez to wygodna aplikacja)
5. Pędzelek - 1 (prostokątny, taki jak lubię)
6. Krycie - 1 (dla wprawionej ręki wystarczy jedna grubsza warstwa, jednak ja potrzebowałam 2)
7. Wysychanie - 1 (w normie; bąbelki powstały przez top coat)
8. Współpraca z innymi preparatami - 1 (wina topa, nie lakieru)
9. Trwałość - 1 (co prawda dwa dni maksymalnie, ale u mnie wszystkie tyle wytrzymują)
10. Zmywanie - 0 (niestety bardzo odbarwia paznokcie)

Moja ocena: 8/10

Bardzo go lubię, jest śliczny! Będzie mi szkoda, jak się skończy, ale nie będę robiła zapasów. Być może kiedyś znajdę jeszcze ładniejszy odcień? :)

PS Wygrałam konkurs makijażowy u Greatdee! Dziękuję wszystkim tym, którzy na mnie zagłosowali :*


peace&love,
Rebellious lady

wtorek, 8 listopada 2011

In trouble

Ten lakier mam z wymianki z Paramore :*

Dla jednych jest piękny, dla innych okropny. Mi osobiście przypadł do gustu, choć nie jest to typowy jesienny odcień. Color Victim 520 trouble z firmy p2 to coś pomiędzy zielenią a żółtym, pastelem a neonem. 




1. Dostępność -  0 (z tego co wiem, to najbliższa szafa p2 znajduje się w Niemczech)
2. Cena - 1 (coś około 2 euro)
3. Kolor - 1 (dość niespotykany, taki "shrekowy")
4. Aplikacja - 1 (w normie)
5. Pędzelek - 1 (prostokątny, spłaszczony)
6. Krycie - 1 (dla wprawnej ręki wystarczy jedna gruba warstwa)
7. Wysychanie - 1 (w normie)
8. Współpraca z innymi preparatami - 1 (w normie)
9. Trwałość - 0 (nie minęły 24 h, a już na kciuku miałam odprysk)
10. Zmywanie - 1 (w normie)

Moja ocena: 8/10


Słyszałam wiele dobrego o tej firmie, ale ten lakier utwierdził mnie tylko w przekonaniu, że stare porzekadło nadal jest aktualne: "cudze chwalicie, swego nie znacie"... Produkt niewiele różni się od dostępnych u nas małych lakierów od Essence czy innej taniej firmy. Oczywiście bardzo się cieszę, że mogłam go wypróbować nie wyjeżdżając z kraju.


Pamiętacie jak pisałam o zapuszczaniu paznokci i umacnianiu ich odżywką Sensique? Jak widać świetnie mi poszło. Są o wiele dłuższe i mocniejsze, ale i tak muszę je skrócić. Nie są przyzwyczajone do nowego kształtu i rogi odłamują mi się przy codziennych czynnościach. Jednak poprawę widać gołym okiem. Polecam wszystkim o łamliwych paznokciach :)

A czy Wy miałyście styczność z firmą p2? Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii.


peace&love,
Rebellious lady

poniedziałek, 7 listopada 2011

Spa (nie tylko) dla stóp

Firmę Avon znam od dziecka. Pamiętam, jak moja siostra przynosiła katalogi od przyjaciółek, a ja tarłam jak szalona pachnące strony :D Od roku sama jestem konsultantką Avon. Nie zarabiam na tym "kokosów", ponieważ nie traktuję tego jak normalną pracę, raczej jak połączenie przyjemnego z pożytecznym. Tak jak każda marka kosmetyczna Avon ma w swojej ofercie hity i buble. Dziś pokażę Wam zestaw z serii Foot Works - mojej ulubionej, ponieważ wszystkie kosmetyki zawsze działają zgodnie z opisem i nigdy się na nich nie zawiodłam.

Twoje stopy zasługują na słodko-korzenną kurację! - tak zachęca do kupna opis produktu. No i jak tu odmówić swoim stopom, gdy oferują nam zestaw o fenomenalnym zapachu cynamonu i pomarańczy?



W skład zestawu wchodzą:
- nawilżający krem do stóp
- wygładzający scrub do stóp
- kojąca kąpiel do stóp

Za pomocą tych kosmetyków możemy podarować swoim stopom małe spa - najpierw wymoczyć je w pachnącej kąpieli, następnie delikatnie złuszczyć naskórek, by na koniec wmasować krem nawilżający. Ostatnio robiąc sobie taki zabieg wpadłam na pomysł, że przecież dokładnie to samo możemy zrobić z naszymi rękoma - będzie to ulga dla zmęczonych dłoni jak i nawilżenie i wygładzenie często suchych skórek męczonych lakierami do paznokci. Poza tym kremu do stóp możemy używać po prostu jak krem do rąk, a kąpiel jak zwykły płyn do kąpieli (zwłaszcza gdy tak pięknie pachnie).

Koszt całego zestawu to 21.90 zł - około 5 zł taniej niż osobno. Uważam, że warto, ponieważ nie jest to wysoka cena za świetne produkty. No i ten przepiękny zapach nastraja mnie już świątecznie... A skoro coraz bliżej święta, to niedługo na mojego bloga zawita starszy pan w czerwieni... ;)

Czy Wy dbacie o swoje stopy? Lubicie produkty z Avonu?


peace&love,
Rebellious lady