Pokazywanie postów oznaczonych etykietą masło do ciała. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą masło do ciała. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 27 stycznia 2013

Stara, dobra Ziaja

Stałe czytelniczki mojego bloga wiedzą, że mam bzika na punkcie kosmetyków pachnących jedzeniem, a najlepiej słodyczami. Ostatnio zachwycałam się sufletem do ciała Sweet Secret od Farmony (recenzja TU), jednak musiałam poszukać czegoś innego na okres najsroższej zimy, bo okazało się troszkę za lekkie (co zazwyczaj jest dla mnie ogromnym plusem). Przypomniałam sobie o starej, dobrej Ziai i nie zawiodłam się.




200 ml masła do ciała jest zapakowane w plastikowy, zakręcany słoik. Muszę przyznać, że opakowanie jest bardzo wytrzymałe, ponieważ ostatnio bardzo często ze mną podróżuje i ani trochę nie ucierpiało. Standardowo kosmetyk ochroniony jest folią przed wścibskimi łapkami niecierpliwych konsumentek (och, ile ja się napatrzyłam w drogeriach na takie ewenementy...).

Według producenta produkt "uzupełnia niedobory lipidów". Szczerze mówiąc nie mam pojęcia o co chodzi. Jakoś z tego powodu nie rozpaczam, bo nie dla wspomnianych lipidów masło wylądowało w mojej kosmetyczce, a dla nawilżenia.





Masło ma niezbyt zbitą, aksamitną konsystencję i bardzo dobrze rozprowadza się po skórze. W dodatku jest wydajne i świetnie nawilża. Jedyny szczegół, do którego mam zastrzeżenia, to zapach - niestety, przyzwyczaiłam się do nieziemskich zapachów Sweet Secret, więc kakaowy zapach od Ziai już mi nie wystarcza. Dlatego gdy zrobi się cieplej, a moja skóra nie będzie potrzebować już bardzo mocnego nawilżenia, wrócę do sufletu.





A jakie są Wasze ulubione produkty do ciała w te chłodne, zimowe dni?


peace&love,
Rebellious lady


wtorek, 27 grudnia 2011

Słodki sekret

Nie mam większych oporów przed smarowaniem swojego ciała różnego rodzaju balsamami i masłami, nie przeszkadza mi to. Jednak ostatnio szukałam czegoś treściwego i ładnie pachnącego. W łapki wpadło mi masło do ciała Sweet Secret od Farmony i muszę powiedzieć, że jestem bardzo pozytywnie zaskoczona.



Produkt jest zamknięty w odkręcanym plastikowym opakowaniu. W środku znajduje się folia aluminiowa, która chroni balsam przed wścibskimi osobnikami w drogerii :) Uważam, że to świetne rozwiązanie, bo nie raz widziałam jak ktoś odkręcał opakowania w sklepie...W pudełku mieści się 225 ml produktu.

Jest wiele wersji zapachowych, moja to ciemna czekolada i orzech pistacji. Po prostu cudowny, słodki aromat sprawia, że mogłabym się nim smarować 5 razy dziennie :) Sądzę, że dzięki niemu wiele osób, które nie lubią się balsamować mogą się do tego przekonać. Dodatkowym plusem jest to, że zapach utrzymuje się nawet do rana.

Jeśli chodzi o wchłanianie, to jestem bardzo zadowolona - mimo bogatej konsystencji bardzo szybko się wchłania i nie pozostawia tłustego filmu. Samo nakładanie jest bardzo przyjemne i nie mam mu nic do zarzucenia.

Nawilżenie, jakie pozostawia jest dla mnie w zupełności wystarczające, nie wiem jak będzie działał przy bardzo suchej skórze. Zauważyłam również, że delikatnie złagodził podrażnienie po depilacji.


Podsumowując, zdecydowanie polecam. Nie jest drogi, bo kosztuje coś około 12 zł. Do tego przepięknie pachnie, więc na pewno kupię kolejne opakowanie.

A Wy miałyście styczność z tym masłem do ciała? Może polecacie inne kosmetyki tej firmy?


peace&love,
Rebellious lady