Stałe czytelniczki mojego bloga wiedzą, że mam bzika na punkcie kosmetyków pachnących jedzeniem, a najlepiej słodyczami. Ostatnio zachwycałam się sufletem do ciała Sweet Secret od Farmony (recenzja TU), jednak musiałam poszukać czegoś innego na okres najsroższej zimy, bo okazało się troszkę za lekkie (co zazwyczaj jest dla mnie ogromnym plusem). Przypomniałam sobie o starej, dobrej Ziai i nie zawiodłam się.
200 ml masła do ciała jest zapakowane w plastikowy, zakręcany słoik. Muszę przyznać, że opakowanie jest bardzo wytrzymałe, ponieważ ostatnio bardzo często ze mną podróżuje i ani trochę nie ucierpiało. Standardowo kosmetyk ochroniony jest folią przed wścibskimi łapkami niecierpliwych konsumentek (och, ile ja się napatrzyłam w drogeriach na takie ewenementy...).
Według producenta produkt "uzupełnia niedobory lipidów". Szczerze mówiąc nie mam pojęcia o co chodzi. Jakoś z tego powodu nie rozpaczam, bo nie dla wspomnianych lipidów masło wylądowało w mojej kosmetyczce, a dla nawilżenia.
Masło ma niezbyt zbitą, aksamitną konsystencję i bardzo dobrze rozprowadza się po skórze. W dodatku jest wydajne i świetnie nawilża. Jedyny szczegół, do którego mam zastrzeżenia, to zapach - niestety, przyzwyczaiłam się do nieziemskich zapachów Sweet Secret, więc kakaowy zapach od Ziai już mi nie wystarcza. Dlatego gdy zrobi się cieplej, a moja skóra nie będzie potrzebować już bardzo mocnego nawilżenia, wrócę do sufletu.
A jakie są Wasze ulubione produkty do ciała w te chłodne, zimowe dni?
peace&love,
Rebellious lady
Według producenta produkt "uzupełnia niedobory lipidów". Szczerze mówiąc nie mam pojęcia o co chodzi. Jakoś z tego powodu nie rozpaczam, bo nie dla wspomnianych lipidów masło wylądowało w mojej kosmetyczce, a dla nawilżenia.
A jakie są Wasze ulubione produkty do ciała w te chłodne, zimowe dni?
peace&love,
Rebellious lady
